Ścieżki odcinania w JPG [Photoshop]

Podczas szparowania całej masy zdjęć w trakcie pracy zdarza mi się ciepło myśleć o tych, którzy pomyśleli o zapisaniu w spłaszczonym psd tzw. ścieżki odcinania (Path). Dzięki temu, zamiast mozolnego wycierania powierzchni tabletu lub bawienia się z krzywymi Beziera, można kliknąć z wciśniętym CTRL na ścieżkę i cieszyć oko natychmiastowo wczytaną dokładną selekcją obiektu.

Nie zawsze natomiast warunki i restrykcje wielkości pozwalają na przygotowanie pliku psd z warstwami czy ścieżką. Najczęściej wymieniamy się jpegami wszelkiej maści, które takowych dodatkowych, upraszaczających życie, atrakcji nie mają. Czy na pewno? Otóż nie.

Adobe, od nie-pytajcie-której-bo-nie-wiem wersji Photoshopa (sprawdzane od 7.0 wzwyż) wprowadził możliwość zapisu ścieżki odcinania do plików JPG. Cały trick polega na tym, aby użyć polecenia Save lub Save As podczas zapisywania pliku z zachowaną, stworzoną przez siebie, ścieżką (nie musi mieć nadanej nazwy, wystarczy że istnieje). Również zaznaczenie przełącznika “jako kopię (as copy) w oknie dialogowym zapisu nie skasuje ścieżki z pliku.

Powstaje pytanie: jaki to trick skoro wystarczy po prostu zapisać plik? To proste -wysyłanie setek prevek i wizualizacji do klientów skutkuje momentami drastycznymi wielkościami nawet zwykłych jpegów. Najmniejszą możliwą wielkość (z odpowiednią jakością) uzyskuje się tylko poprzez polecenie Save for Web, którego nagminnie używam do tego celu. W tym właśnie tkwi haczyk - Save for Web kasuje (prawie) wszystkie zbędne informacje podczas optymalizacji pliku, włącznie z wspomnianymi ścieżkami odcinania.

Wystarczy więc pamiętać, kiedy używać jednego, a kiedy drugiego polecenia, a możemy sobie nawzajem czasami mocno ułatwić pracę. Oczywiście, ścieżkę trzeba najpierw zrobić, ale… nawet jeżeli takowej nie mamy, a mamy wciąż jeszcze wyszparowany przed spłaszczeniem obiekt to wystarczy CTRL+klik na ikonie warstwy z tymże obiektem, aby wczytać jego selekcję, a potem kolejny klik na jednej z dolnych ikon w palecie ścieżek, aby tą selekcję zamienić na ścieżkę.

Proste? Proste, a jak czasami cholernie ułatwia życie ;)

1 Komentarz


Corn Porn

Z cyklu: “dziwne i znalezione na Google przy okazji szukania czegoś zupełnie neutralnego do projektu”. Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka “k” jak kukurydza.

Komentarze: 2


make it big & red

Co prawda w zamyśle nie pisano tego o przemyśle graficzno-reklamowym, ale pasuje idealnie:

» Do something old in a new way
» Do something new in an old way
» Do something new in a new way, Whatever works . . . works
» Do it sharp, if you can’t, call it art
» Do it big, if you cant do it big, do it red (moje ulubione)
» If all else fails turn it upside down, if it looks good it might work

(źródło) (wykopane przez moją lepszą połowę ;*)

Brak komentarzy


rozmowy kontrolowane

Z pozdrowieniami dla E. jeżeli kiedyś tu trafi.

Lubię mieć świadomość, że po drugiej stronie ktoś myśli ;) Nawrzucaj mi, sterroryzuj, zmuś, ale daj świadectwo tego, że nie traktujesz kogoś jak małpy od przesuwania logotypów.

I tak, to prawda, bywam arogancki jak już ktoś mnie ewidentnie głupotą wk……i.  Deal with it.

Brak komentarzy


przychodzi account do marketingowca…

Pozwolę sobie zaprezentować nowo powstały dowcip branżowy. Na podstawie sytuacji - niestety -prawdziwej.

zaraz po usłyszeniu nowej, rewolucyjnej teorii na “upiększenie” graficzne produktu

account: Ale ten pomysł jest, no, głupi?

marketingowiec: Nie Ty tu jesteś od projektowania…

(kurtyna opada - ręce też)

1 Komentarz


duże i czerwone

Z racji frustracji wynikłej z pewnego incydentu, który przytrafił mi się w ciągu kilku ostatnich dni, najprościej będzie jak zacytuję samego siebie z maila do zaprzyjaźnionej konsultantki:

“Kiedyś się śmiałem, że wystarczy wstawić na produkt wielki i czerwony napis żeby wydawało się to marketingowcom absolutnie genialne - dziś oficjalnie przestaję się z tego śmiać :)”

Droga Braci Graficzna: ćwicz wstawianie dużego i czerwonego. Zaprawdę nie znasz dnia ani godziny.

P.S. I pamiętajcie o większym logo. I bardziej na lewo.

Brak komentarzy


angelica

Jak się rozpoznaje aniołki?

Otóż, czasem trzeba sięgnąć gdzieś dalej niż tylko po klasycznego cherubina z gołą dupą.

 

Z dedykacją. A jakże :]

P.S.
Ta, infantylnie, egzystencjonalnie, niezrozumiale, wiem.

1 Komentarz


out of this time

So we move
We change by the speed of the choices that we make
And the barriers are all self-made
That’s so retrograde

Are you drowning or waving?
I just need you to save me
Should we try to get along?
Just try to get along

 Bush - Out of this time

Bo gdzież być emocjonalnym ekshibicjonistą jak nie na własnym blogu.

Brak komentarzy


wiewiórka (l. sciurus)

Definicja:

Wiewiórka jest to takie dziwne stworzenie z czasem skupienia na jednej rzeczy na poziomie ułamka sekundy, mające jeden tylko w życiu fetysz, którym są orzeszki (nie, nie takie metaforyczne, tylko normalne, nie rzucały mi się na krocze), a wygląd ma to to rudego szczura z ADHD i wieczną czawką (taką przy której podskakuje się pod sufit zostawiając kolejne wklęsłości od czaszki za każdym razem, czyli nie standardowe czknięcie, a takie fest, naprawdę, ryli).

Wyżej wymieniona definicja powstała gdy spacerowałem sobie ostatnio z Aniołkiem (zwanym również Troskliwym Misiem w niektórych kręgach, a w jeszcze innych Polinką - co kto woli, ja wolę Paulina Anna Emilia - wiem, że Cię to wkurzy Słoneczko, ale to tak z czystej sympatii, sama wiesz :*).

Aniołek też ma fetysz, którym są wiewiórki. Koło się zamyka. Natura jest genialna :]

Ja mam fetysz ustawienia odpowiedniego kąta nachylenia i siły wystrzału orzeszka, aby wiewióra trafić precyzyjnie orzeszkiem w łepetynkę.

Natura wciąż jest genialna - w końcu w łańcuchu pokarmowym zawsze są jakieś nadrzędne drapieżniki.

Wpis dedykuję wiewió… Polince :>

Brak komentarzy


co się nawinie

Dobre wino wspomaga kreatywną twórczość, w każdej postaci… także tej blogowej jak widać.

Pomaga dochodzić np. do wielce intelektualnie wartościowych i odkrywczych wniosków. Dziś przy malowaniu całkiem zgrabnych cycków - formatu na oko jakieś C na D; pewien nie jestem, ale to na pewno nie takie co się “w dłoni mieszczą” - trafiło mnie spostrzeżenie, że malowanie przypomina życie - pierdolisz się z detalami, a całościowy obraz masz w dupie - potem patrzysz na to wszystko z dystansu i dziwisz się, że gówno z tego wyszło.

Trzeba by może spróbować pomalować z większym rozmachem?

Eh, dobre to wino :D

Brak komentarzy



SetPageWidth